• Zadzwoń do nas:
  • 606 472 470


BRAWA DLA TECHNIKI

Niedziela, 1448523806

      Gdyby przed pięćdziesięciu laty jakiś futurolog prognozował, że w przyszłości śniadanie będę jadł na Mazurach w Szczytnie, obiad nad morzem w Gdańsku, a kolację znów w swoim mieszkaniu w Szczytnie- chyba nikt by mu w to nie uwierzył. Co do mnie, nie tylko stwierdzam, że jest to możliwe, ale niektórzy niezbicie udowadniają, ze dzięki autostradom wybudowanym na „Euro 2012” - przez kilka godzin można dostać się do Stolicy, a dodając jeszcze trochę czasu, można i dojechać na Śląsk. Fakt, faktem i to nie podważalnym jest, że po takich wojażach, niejeden z nas otrzymuje list polecony, a w nich mandat do opłacenia oraz punkty karne za przekroczenie szybkości. W tym przypadku nie ma zmiłuj się, nie ma znajomości, nie ma układów, każdy płaci czy to Starosta, czy Komendant miejscowej policji. Technika techniką, grosz- groszem, jedni oszczędniejsi polują u siebie, jeżdżąc swoimi samochodami. Inni wyskakują na polowania proszone do kolegów na łowiska w powiecie lub w Polskę. Nieliczni, szczęśliwcy latają samolotami na safari, do jakiejś tam Namibii lub Kenii. Stać ich na opłacanie wysokich kosztów podróży, zakwaterowanie, no i za sam celny strzał, jeżeli coś im pod lufę podejdzie. Koszty te przekraczają możliwości przeciętnego zjadacza chleba. Gdy taki szczęśliwiec stanie wreszcie oko w oko z lwem czy z nosorożcem, przy wszystkich zabezpieczeniach i towarzyszących wytrawnych tropicielach, nie może być i nie jest (o to przecież chodzi, za to się właśnie słono płaci!) – pozbawiony emocji oraz ryzyka utraty zdrowia i nie tylko. Co do mnie, to może i stać mnie na taki jednorazowy wyskok do Afryki lub na inny egzotyczny kontynent! Ale w mym wieku, i przy tym nawale obowiązków – czy warto, czy ma to sens? Teraz przy obecnej technice, w zastępstwie mogę już z bliska przypatrywać się nawet najintymniejszym epizodom z życia małp, lwów, lampartów, gepardów, krokodyli czy też hipopotamów,  a nawet mogę uczestniczyć w polowaniu sam, a nawet wspólnie z grupą Massajów. Wystarczy wygodnie usadowić się w fotelu, przed telewizorem - wybrać odpowiedni kanał i nacisnąć guzik w pilocie – i to wszystko za darmochę. Jedyny tego mankament, że niektórzy z kolegów myśliwych, po takim dwutygodniowym lub dłuższym pobycie wśród afrykańskich gospodarzy - zapominają jak brzmi poprawnie polska mowa. Na najbliższym naszym zbiorowym polowaniu, gdy bez przerwy deszcz z nieba kapie, zamiast im świecić słońce jak w afrykańskim buszu - mówią: -Ja tu czegoś nie rozumieć. Nie dość, że woda cały dzień z drzew ścieka, to i łowczy cały dzień ścieka… Dzięki szklanemu ekranowi, dobrze poznałem życie tych Massajskich pasterzy, wypasających swoje stada na wschodnioafrykańskiej sawannie, że żadne inne polowania mnie nie zaskoczą. Nawet pierwszy na świecie park narodowy, amerykański Yellowstan, jest dniem codziennym, gdzie grasujące czarne niedźwiedzie upodobniły się do nieagresywnych, ciemnoskórych misiów Yogi z disnejowskiej kreskówki. A wszystko to za przyczyną nieprzestrzegania dystansu pomiędzy nimi a zwiedzającymi, którzy karmią je z ręki. Misie stwierdzają, że wygodniej jest być karmionym, niż samodzielnie szukać pożywienia. Stały się żebrakami żyjącymi z datków. Nie musimy wyprawiać się do Yellowstanie, żeby się zetknąć z podobnym zjawiskiem i na naszych terenach. U nas w Szczytnie, głównie nad jeziorem małym, karmienie dzikich kaczek stało się zjawiskiem masowym. Ich lot nad dalsze zimowiska stracił uzasadnienie; kaczki pozostają tu, gdzie mają obfitość pożywienia, co nie zawsze wychodzi im na dobre, zwłaszcza w surowe zimy. Nasze kaczki, to bułka z masłem, większy problem powstał przy karmieniu łabędzi w nadmorskich miastach. Lecą one z północy i wschodu na zimowiska w deltach Renu i Rodanu, zatrzymują się na wypoczynek u ujść Wisły i Odry. Gdy karmienie stało się tam zjawiskiem masowym, dalszy lot na zimowiska stracił sens i przy najbliższej surowej i mroźnej zimie, stanie się przyczyną zamarzania tych pięknych ptaków. Parę dni temu widziałem w naszym parku, nad jeziorem, jak starsza pani karmiła chlebem ptaszki. Rzucała z torby, garściami chleb, niby dla skowronków, sikorek i innych pięknych stworzonek. Tylko, że natychmiast spadła chmara krukowatych.  Natomiast kilka lat temu, przy silnych mrozach, na naszym jeziorze zaczęły przymarzać łabędzie - ot i u nas mamy skutki nieprzemyślanego, masowego dokarmiania. Powracając do mojego bezpłatnego, wygodnego, telewizyjnego safari, to jednak staje się ono urocze i miłe, ale na pocieszenie tym młodym powiem, że dopiero w pewnym późnym wieku. Gdy jest się młodzieniaszkiem, nikt nad głową nie stoi, sam z własnej nieprzymuszonej woli wkraczasz przy zapadających ciemnościach - w głąb starego zagajnika. Niejednokrotnie wbrew ostrzeżeniom metrologów - wieszczącym burze, zawieje i huragany, pędzisz na łowisko. Szybko mijają lata i nim się obejrzysz, wszystko jakby poza naszą wolą i świadomością zmienia się nie do poznania. Z młodzieńca stajesz się podstarzałym panem, już nie masz ochoty rwać się do swojego bliskiego lasu, a kilkudziesięciokilometrowa podróż samochodem, przy mrozie i śniegu, choć to przecież normalne zjawiska zimą, wydaje się nieprawdopodobnym igraniem ze zdrowiem, a gdyby trafi się okazja wyjazdu na bardzo dalekie polowanie, rzekniesz….. Nie dla mnie! Czyż nie lepiej: Fotel? Bambosze? Pierzyna? Ja jednak jestem małolatem, bo w ostatnie wietrzne i deszczowe dni listopada – znów pędziłem na łowisko Stankowo. 
 
 
HUMOR: Spotyka się dwóch myśliwych – mechaników samochodowych z zawodu: -Mój wyżeł stracił oczy…. Przyszyłem mu ją, u siebie w warsztacie i znowu widzi.  –Tak? A mojemu królikowi odpadła głowa….. przyszyłem mu ją też i żyje! –Królikowi? Przyszyłeś głowę?! A kto to widział?        –Twój wyżeł!
BRAWA DLA TECHNIKI !?
 
 
 
No i  to by było na tyle, z tym, że nam jeszcze zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, został do zaprezentowania następny mój obraz, który wisi w moim poprzednim mieszkaniu na ul. Solidarności w Szczytnie. W istocie rzeczy jest to martwa natura, która została namalowana na desce a ta wkomponowana w  regał rozdzielający salon od kuchni w bloku mieszkalnym.
 
 
Obraz pt. „Martwa natura z muchą” – olej na desce, wym. 35 x 55 cm Autor: Leszek Mierzejewski 2012 rok.
 
 
 
 

 


Powered by Meteoryt