• Zadzwoń do nas:
  • 606 472 470


CO W LEŚNEJ TRAWIE PISZCZY.

Niedziela, 1451473271

HUMOR: Wilk i Czerwony kapturek leżą w łóżku, wilk pali papierosa a odwrócony plecami, mocno zawstydzony Czerwony Kapturek ma moralnego kaca. Wilk tłumaczy się: -Sama zaczęłaś tymi twoimi durnymi pytaniami, a dlaczego masz to takie wielkie, dlaczego masz takie wielkie tamto….
CO W LEŚNEJ TRAWIE PISZCZY.
 
      Pobyt w lesie, to najlepsze lekarstwo na wszystkie dolegliwości natury fizycznej i psychicznej, ogólnie mówiąc to idealny relaks. W lesie możemy wyzwolić się z różnego rodzaju stresów. Wystarczy powrócić do naszej szczycieńskiej książeczki pt. TROPEM CUDÓW NATURY MAZURSKIEJ KRAINY”, gdzie między innymi autorka  opisała jaką ma moc kora drzewa daglezji. Wszyscy, którzy ja dotkną zapominają o troskach i cierpieniach! A ileż pozytywnej mocy ma młoda wiosenna brzoza, jej uzdrawiający sok. Mój znajomy biznesmen z Łodzi, goszcząc w ubiegłe lato na naszych terenach, powiedział mi, że każdy z nas jest od niego bogatszy. Nasz dobytek, to właśnie mazurska leśna przyroda. Parę lat temu byłem na Kaszubach, jakie tam są piękne lasy, prawie dorównujące naszym, ale na najbliższe jezioro, musieliśmy ze znajomymi jechać 22 kilometry, a wmawiali mi, że mają je w zasięgu ręki. Uczestniczyłem w polowaniach górskich, jakie tam są cudowne leśne widoki, ale żeby pospacerować, trzeba być wytrawnym i zaprawionym sportowcem, a jeziora widziałem wieczorem na mapie Mazur. Dlatego staram się wykorzystać każdą okazję, by znaleźć się na łonie natury i mieć bezpośredni kontakt z naszą przyrodą. Przerwę na chwilę, gdyż przypomniał mi się dowcip o zdrowiu żony leśnika, która całe życie mieszkała w lesie. Jej ród też pochodził z boru. Dziadek był drwalem, ojciec podleśniczym i wyszła za mąż za leśnika. Będąc w Szczytnie wybrała się do przychodni na rutynową kontrolę. Lekarz zalecił jej częste kąpiele w solance, dużo ruchu na świeżym powietrzu i ciepło się odziewać. W domu powiedziała mężowi: -Lekarz polecił mi pojechać na tydzień na Bermudy, później w Alpy na narty. Ach, zapomniałam. Uparł się jeszcze, żebyś kupił mi ciepłe, modne futro. Ja natomiast uwielbiam pełnię lata, inni znów kochają złocistą jesień, gdyż słońce mniej grzeje, a i w lesie można zobaczyć obrazy ze wszystkich nie wyobrażalnych kolorów. Ja miłuję największe upały, gdy dojrzewają zboża i w trawach coś piszczy, kiedy widać wyraźny przyrost drzew, obfitość runa leśnego i zapach żywicy. Słyszę brzęk przelatujących owadów, śpiew ptaków i muskający powiew letniego wiatru. Do uroków lata zaliczam również kąpiele w naszych błękitnych jeziorach oraz pochłanianie promieni słonecznych, opalających nasze ciało na brąz. Wchodząc do lasu na spacer – warto się zastanowić, że ten znany nam współczesny las, rozbrzmiewający warkotem ciągników, samochodów i pił spalinowych, a także wrzaskiem nawołujących się ludzi, poprzecinany drogami i liniami oddziałowymi – był przed setkami lat wielką prawie bezludną mazurską puszczą. Tworzyły go drzewa z pokolenia na pokolenie, wysiewające się same z siebie, rosnące i obumierające. Padające ze starości od wichru lub pioruna. Śmierć następowała w różnym czasie, jedne olbrzymy ginęły wcześniej, inne później. Powalone pnie gniły, rozpadając się w końcu w proch, użyźniając glebę. Na miejscu starych wyrastały wciąż nowe, dzieląc po latach los swoich poprzedników. Bory wokół nie istniejącego jeszcze Szczytna były, złożone z drzew o bardzo różnym wieku, od najmłodszych siewek, aż do dostojnych, kilkusetletnich dębów, grabów, buków, lip, sosen…….            W takich nieprzebytych gęstwinach i na rozległych mokradłach spokojnie żyła i mnożyła się zwierzyna i tylko jej ścieżki wiodące ku wodopojom przecinały puszczę. Ludzi była znikoma ilość, bytowali spokojnie i dostatnie, zbierając w lesie owoce i grzyby, pobierając miód z barci dzikich pszczół. Polowali na zwierzęta, aby mieć mięso i skóry. Z biegiem lat, ludzi przybywało, technika i potrzeby rosły z dnia na dzień. Nastąpił szybki rozwój rolnictwa. Karczowano lasy, oczywiście kosztem najżyźniejszych ziem. Pocieszano się starym przysłowiem: „Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las”. Ongiś prawdziwe, dziś przysłowie to ma już tylko charakter bolesnej ironii. Za czasów panowania Mieszka I - powierzchnia naszego kraju pokryta była w 75 % lasami, pod koniec średniowiecza w 50 %, a dziś zaledwie 28 % powierzchni to były lasy.  Zastanawiam się, czy dużo to, czy mało?  Dla przykładu w Anglii i Holandii lasy zajmują zaledwie 8 % terytorium, ale za to w Szwecji 56 %, a już w Finlandii aż 71 %. Najgorsze wg mojego skromnego zdania, że po wycięciu lasów liściastych i zajęciu najlepszych gruntów pod uprawy rolne pozostały ziemie najuboższe, na których rosnąć może i rośnie sosna, której jest 70 % w naszym drzewostanie.  „Im głębiej w las, tym więcej drzew” – powiada przysłowie. Dlatego też spacerując po naszych mazurskich lasach oprócz sosny spotykamy również świerki, jodły, buki, dęby, graby, olszę, brzozę i gdzie niegdzie daglezję, by w 100 % drzewostanie doszukać się i tych 30 % pozostałych,  bo w lesie jak w banku, musi też się zgadzać, co do jednego grosika! Oj! Przepraszam, co do jednego drzewka.
 
 
 
 
 


Powered by Meteoryt