• Zadzwoń do nas:
  • 606 472 470


Na psa urok

Czwartek, 1456828856

N A   P S A   U R O K.

 

HUMOR: Myśliwy opowiada kolegom o swoim nowym psie myśliwskim, który już jest po tresurze:  -Budzę się rano, a na nowiutkim dywanie narobione ! To ja go za kark, gówno w jego łapy i wyrzuciłem go przez okno, parterowego domku. Na drugi dzień rano wstaję, a tu znów na dywan narobione!!! To ja go, cap za kark, gówno w łapy i wyrzuciłem przez okno! Na trzeci dzień rano, znowu na dywan narobione. Już chcę go złapać za kark, ale mój szkolony pies, sam złapał gówno i wyskoczył przez okno! Ot i to jest prawidłowo tresowany pies myśliwski.

N A   P S A   U R O K.  (Niniejszy felieton napisałem dwa lata wstecz, więc dziś niektóre wytyczne z modelu łowiectwa są w trakcie zmian przez USTAWĘ PRAWA ŁOWIECKIEGO, czy na dobre – pożyjemy, zobaczymy!!!)

O psach myśliwskich mówiło się z chwalebną dumą od dawien dawna, ale obecnie tak jakoś skrycie, jakby to były psy trzeciego gatunku. Bez entuzjazmu, bez zachwytu, o tak, z konieczności, jako o czworonożnych towarzyszach i pomocnikach nemroda, które są ale bez nich też można się obejść.              A przecież w naszym kraju zarejestrowanych jest ponad osiem tysięcy psów różnych ras myśliwskich, w tym wyżły niemieckie szorstkowłose i krótkowłose, pointery, seteriery trzech ras - po kilkadziesiąt każdej rasy, cocker spaniel, foksterier i niemiecki terier, posokowiec bawarski, karelskie psy niedźwiedzie, ogary polskie, jamniki krótkowłose, szorstkowłose i długowłose itd.

      W ostatnich latach zauważyłem, że nikt poza myśliwymi nie staje w obronie dziko żyjącej zwierzyny. No, może jeszcze wspomagają nas autentyczni „zieloni” i na tym koniec, kropka. Nawet „czwarta władza” jaką jest prasa, radio i telewizja, sporadycznie staje po naszej stronie, oj przepraszam wyjątkowo staje, ale w obronie bezdomnych , bezpańskich – psów i kotów, bo to jest zawsze modne i chwytające za serce. Środki masowego przekazu, raz po raz rozdmuchują do niebywałych rozmiarów, ochronę tych czworonogów, piętnując krzywdzących je ludzi. Nie ma tygodnia, by w telewizyjnym programie nie było reportażu o pokrzywdzonych, jak nie pieseczkach, to koteczkach!!! Gdzieś na początku maja ubiegłego roku, oglądałem w porannym programie telewizyjnym, aktorkę prowadzącą reportaż, na przemian z prezenterkę, która przytulała do siebie przed kamerami, młodego owczarka niemieckiego, który musiał wrócić do schroniska dla zwierząt, gdyż w rodzinie, która go przygarnęła, jedno z dzieci zachorowała na alergię związaną z sierścią. Było w tym reportażu coś dla mnie dziwnego, co wzbudziło w moim sercu buntowniczy protest, coś czego nie potrafię do dziś jako myśliwy uwielbiający psy i jednocześnie ojciec, dziadek kochający dziatwę -  zrozumieć! Czy lepiej żeby dziecko opuściło rodziców, żeby było adoptowane przez inną rodzinę lub było oddane do domu dziecka, a biedny piesek pozostał wśród domowników!?  A teraz z innej ale bratniej beczki, przypatrzmy się naszym śmietnikom i kontenerom na odpady. W naszym mieście Szczytnie, które pod tym kątem możemy śmiało zaliczyć do dobijających do nowoczesnych metropolii, nie tylko w naszym kraju ale i w świecie - kilkanaście lat wstecz w naszych śmietnikach grzebały tylko bezpańskie  psy i koty. Obecnie obraz uległ radykalnej zmianie! W tych samych pojemnikach, na odpady grzebią tylko ludzie, prawdopodobnie biedni, tego nikt jeszcze nie sprawdził. Na ten temat jeszcze nikt nie napisał pracy magisterskiej ani nie obronił doktoratu. Szkoda! Gdybym był młodszy, otworzyłbym PRZEWÓD DOKTORSKI rozpoczynający się od słów: Dwóch pijaczków grzebie przy świetle latarki, na dnie kontenera - szukając coś wartościowego na sprzedaż. Nagle opadła klapa zamykająca kontener śmieciowy. Nie mają siły go odemknąć. Jeden z nich krzyczy: -Ratunku! Ratunku! Drugi na to: -To nic nie pomoże, nikt nas w nocy nie usłyszy! Może krzyczmy razem? Więc krzyczą: –Razem! Razem!  Nie tak dawno temu, widziałem jegomościa, który podjechał samochodem pod śmietnik, z którego wybierał odpadki!  Pies czy kot nie miałby szans podjechać samochodem, a po drugie dostać się do tego magazynu różnych przeterminowanych dobroci i smakołyków, zamykanego ciężkimi klapami. Zauważyłem, że wśród korzystających z tych darmowych magazynów, istnieje pewnego rodzaju hierarchia odbioru. W pierwszej kolejności, z samego rana i tuż po południu, towar wybierają ci z ładnymi rowerami i zaczepionymi wózkami na resorkach. Po nich podjeżdżają coraz mniej „zamożni”, a na samym końcu podchodzą z torbami, prawdopodobnie autentyczni, biedni i bezdomni. W tymże czasie, bezpańskie psy i koty, wygodnie wylegują się (nażarte) w schronisku na ul. Łomżyńskiej. Z wiadomych przyczyn, każdy zdrowy na umyśle człowiek rzeknie, że w obecnych czasach bezdomne czworonogi mają o wiele lepiej, niż niektórzy -  bezdomni ludzie, którzy udomowili przed wiekami psa i kota, tworząc rasy pod własne potrzeby i ponoszący pełną odpowiedzialność jako hodowca, więc po co teraz biedolić i narzekać.  Ale ja faktycznie, to nie o tych psach bezdomnych - schroniskowych miałem dziś zabrać głos. Problem robi się i to z dnia na dzień, z włóczącymi się psami po polach i lasach okalających miasta i wsie.  Dwa miesiące temu, bo w grudniu w fachowej prasie wyczytałem, że wałęsające się duże psy, przypominające wyglądem owczarki niemieckie atakują ludzi.         W październiku kobieta została bardzo ciężko pogryziona przez trzy psy. Innym razem bezdomne czworonogi zaatakowały młodą kobietę, która wyszła pobiegać. Nie wiadomo jak by się skończyło, gdyby w porę nie nadjechał samochód, do którego się schowała. W ubiegłym sezonie, my myśliwi znaleźliśmy dziesiątki zarżniętych zwierząt płowych, nie wspominając o szarakach i świeżo wyklutej zwierzynie. Szacuję, że każdego dnia w naszych łowiskach, koła „Ryś” Dźwierzuty biega około pięćdziesięciu zdziczałych plus do tego puszczonych samopas psów. Właściciele dalej nie zdają sobie sprawy, że ich podopieczni stwarzają niesamowite zagrożenia. Może nadszedł czas, by zmienić zapis ustawy o ochronie zwierząt i dodatkowo wprowadzić obowiązek stałego znakowania czworonogów w terenie, plus nakładać na krnąbrnych właścicieli czworonogów i mruczków - drastyczne kary?  Ale jak my myśliwi możemy i chcemy przeforsować lub zatrzymać jakieś zmiany w ustawie  Prawa Łowieckiego, na naszą korzyść – jeżeli  sami nie potrafiliśmy i nie potrafimy zadbać o siebie. Po prostu wybierać swoich przedstawicieli do wszystkich szczebli rad, do sejmików wojewódzkich, a w niedalekiej przyszłości do Sejmu. Przecież to logiczne i proste jak dziczy ogon,  „nie nemrod”,  nie będzie dbał o nasze łowieckie interesy. Każdy z nas wie, że polowanie na ustawę Prawo Łowieckie rozpoczęło się kolejny raz 10.07.2014 roku, w dniu ogłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że  niektóre zapisy naszej ustawy są sprzeczne z Konstytucją RP. Laik pomyśli, że nie ma o co kopi kruszyć, ale interesujący się tematem myśliwy wie, że obywatele zgłaszają swoje uwagi i wnioski do sejmików wojewódzkich w sprawie granic obwodów łowieckich. Nie po to, żeby zgłaszać, ale po to żeby zmienić zapis w prawie łowieckim. Powodem takiej decyzji TK jest brak udziału właścicieli gruntów w procesie podejmowania uchwał przez sejmiki wojewódzkie. Można by powiedzieć, że wszystko zostanie niedługo naprawione i tyle, ale czy po naszej myśli?  Nasi nie łowieccy „reformatorzy” podnoszą larum, co by tu jeszcze spieprzyć i mają przewagę, bo jest ich wielu. Gdy ostatnio zacząłem interesować się i czytać o propozycjach  zmian filarów obecnego modelu łowiectwa, jak np. powrót w ustawach do PRL-u  lub kolejny projekt, związanie prawa do polowania z własnością gruntu i  zmniejszenie minimalnej powierzchni obwodów raz do 500 hektarów innym razem do 100 hektarów. Przetargi na dzierżawy obwodów łowieckich z dopuszczeniem do tych procesów osób fizycznych.  Łączenie prawa do polowania z własnością gruntu, itd. itp., to mi zaczął siwy włos na głowie, jeszcze bardziej siwieć i na dodatek raptownie wypadać.                       Aż przypomniałem sobie, że przecież od 2016 roku obowiązywać będzie w Polsce i u nas na Mazurach, pełna swoboda zakupu ziemi rolnej, przez obcokrajowców. Wówczas nie będziemy mieli szans konkurować z myśliwymi np. z Niemiec czy Danii. Zwłaszcza u nas oznaczać to może uniemożliwienie polowania wielu kolegom nemrodom. A nasi przodkowie tak chronili łowiska przez dziesięciolecia, a piękna Wanda wolała się utopić! Więc przygładziłem czuprynę i poszedłem na ambonę.

Zgodnie z tradycją przedstawiam kolejny mój obraz, który namalowałem na plenerze 'Spychowo 2013'. Jest to olej na płótnie 50 x 70 cm z tym, że zdjęcie nie jest najlepszej jakości, ale widok jest super.  Powiem Wam w sekrecie i zaufaniu, że nie wiem, gdzie aktualnie i u kogo ten obraz zdobi ścianę? Ale niech przynosi radość, najlepiej gdyby człowiekowi, który kocha przyrodę a w nim zwierzaki leśne. Jak sobie przypominam, to obraz nazwałem; „MIEDZY DRZEWAMI”.