• Zadzwoń do nas:
  • 606 472 470


SŁOWA PORWAŁ PIES

Wtorek, 2017-08-29 10:57:27

SŁOWA PORWAŁ PIES

 

Ostatnio mam i nie mam fartu po strzale, zwierzyna nie pada mi w ogniu. Głównie chodzi mi o jelenie -byki, które jak na złość odskakują od miejsca, gdzie powinny leżeć aż przyjdę z gałązką złomu. Z jednej strony rozważając mam szczęście, bo jednak byki wychodzą na łowisko w czasie, gdy modlę się o to do świętego Huberta. Z drugiej strony, nie padają mi w ogniu po strzale, jak większość myśliwych sobie życzy. Ale do rzeczy i po kolei. Codziennie po południu wsiadam w samochód i gnam w łowisko, raz sam innym razem z przyjacielem łowów. Co do pogody, to zaskakuje mnie ona każdego dnia. Sierpień był dość słoneczny, wrzesień jeszcze cieplejszy, ale październik pożal się Boże. Myśliwi jęczą, że leje i leje zanim nadejdzie prawdziwa jesień. Mnie jednak, to zupełnie nie przeszkadza, przybędzie trochę wody w jeziorach. U mnie w Warchałach od kilku lat poziom obniżył się, lekko licząc z metr. W lesie, jeszcze w październiku gdzie niegdzie spotykam grzybiarzy. Miejscowi zacierają ręce, gdyż mogą dorobić na miejscowym bazarze, handlując jesiennym wysypem zielonek i podgrzybków, a i prawdziwki się im zdarzają.

Pierwszy raz od trzech tygodni, poszedłem brzegiem lasu wzdłuż łąki, żeby wybrać sobie jakąś odpowiednią ambonę. Zdecydowanie chciałem odciąć się od wspomnień cywilizacji, słyszeć tylko szum lasu, czuć zapach łąk i wyrzucić z głowy wszystkie zalegające śmieci z ostatniego mojego turnusu sanatoryjnego. Idąc, wiatr miałem wyjątkowo niekorzystny, bo z łąki na las. Wędrując mrużyłem oczy przed podmuchami zacinającej bryzy. W pewnej chwili skręciłem w bok. Wspiąłem się na jedną z moich ulubionych budowli i rozłożyłem w niej klamoty. Jest taka cudowna chwila, gdy człowiek opatulony, z kapturem na głowie, czuje rozchodzące się ciepło, pomimo, że wokół diabeł z wiatrem harce urządza. Robi się błogo, sennie i myśliwy w drzemkę zapada. -Super - mruknąłem pod nosem. Za jakiś czas, przebudziłem się na moment w podszytej wiatrem ambonie. -Nieróbstwo jest najwspanialsze na świecie! Zacząłem gapić się w ciemno brązowe, przesuwające się cienie po łące. Uświadomiłem sobie, że i ja też jestem jednym z tych cieni i płyniemy razem po łące. Płynę tam, gdzie mnie wiatr poniesie. -Cholera jasna, ja spałem!!! Oprzytomniałem, przecież, to stado jeleni - byków przesuwających się po mojej prawej stronie. Czternaście ich naliczyłem, od młodzieży do starych pryków. Ostatni z maszerujących przypadł mi do gustu. Kroczył powoli, głowę miał opuszczoną. Równo w linii z karkiem niesioną. Omijały mnie z daleka, przez ten wiatr wiejący ode mnie. W szkłach lornetki jednoznacznie oceniłem go, na zaawansowany wiek. Tak, to byk łowny, dwunastak nieregularny, obustronnie koronny. Masywna sylwetka, mocno rozbudowany przód, silnie rozwinięte podgardle, długa grzywa, to byk w przedziale od dwunastu do piętnastu lat. Jeżeli wiatr się nie zmieni, to jutro przyjadę z drugiej strony. A może przyjechać skoro świt? Nie lubię rannego wstawania, to niezaprzeczalny fakt, że jestem nocny marek i uwielbiam wieczorne zasiadki, a nie jakieś tam poranne szelesty, gdy porządni ludzie jeszcze w najlepsze z boku na bok się przewracają. Druga połowa października, to okres w łowiskach, gdy łanie i byki rozpoczynają oddzielne wędrówki, koniec stadnej miłości. W tym okresie przypominam kolegom dowcip, który szczególnie przypadł mi do gustu: W lesie po zakończonym rykowisku chodzi bardzo brzydka łania. W gęstwinie stoją dwa byki, jeden do drugiego mówi: -Pałka, zapałka, dwa kije, kto się nie schowa, ten kryje!

Zapadł zmierzch, byki odeszły daleko w łąki - ja westchnąłem, przeciągnąłem się i drapiąc palcem po policzku powiedziałem dość głośno, sam do siebie: -No to do zobaczenia dwunastaku!

Mój przyjaciel po strzelbie, pojechał na dłuższy urlop w rodzinne strony, a ja dzień w dzień okupowałem wszystkie okoliczne ambony, czekając na mojego zaczarowanego byka. Szczęśliwego, a może feralnego dnia, tuż przed Wszystkimi Świętymi usiadłem na ambonie, nazwanej przeze mnie „różą wiatrów”. Stoi na wzniesieniu łąki i wieje tam ze wszystkich stron, nawet wówczas, gdy w łowisku jest absolutna cisza. Znam ten teren, jak własną kieszeń. W ubiegłym roku, tu od jednej kuli padły mi dwa byki. Tkwiłem tu, już przedmuchany ze wszystkich stron, ale przez korzystny wiatr, bo wiał z wieczora na mnie. Patrzyłem, raz na łąkę, drugi raz na młodnik, który przez rok poszedł znów do góry. Zrobiło się wcześnie szarawo. Zachodzące słońce nie mogło przebić się przez zawiesinę czarnych chmur. Od niechcenia, już rutynowo rzuciłem okiem w lewą stronę, gdzie ostatnio strzelałem do biegnącego dzika. Odkryłem niemal w tym samym miejscu wolno kroczącego byka. Podniosłem odruchowo lornetkę, choć i bez niej rozpoznałem mojego wybrańca. Bez cienia wątpliwości rozpoznałem zaawansowany jego wiek. Za dnia stał w ukryciu, w młodniku. Dopiero, gdy nastał zmrok, wyszedł samotnie na żer, na skraj łąki, drepcząc pomiędzy amboną a lasem. Chwyciłem sztucer, oparłem o brzeg deski. Oko zgrałem z krzyżem i komorą. Nacisnąłem spust, wszystko jak w podręczniku. Huk i usłyszałem uderzenie kuli. Dobrze jest, okej! Lewe oko zobaczyło ruch, to mój byk umykał, właśnie w tym miejscu, gdzie go pierwszy raz dziś ujrzałem. Porwałem z piersi lornetkę, tracąc w ten sposób kilka sekund. Chciałem go namierzyć, gdzie mi umyka, jako postrzałek. Nic nie ujrzałem w szkłach lornetki. Czyżby, to jakiś inny byk zerwał się po moim strzale? Zszedłem z ambony, by dla porządku sprawdzić miejsce strzału. Nic, byk musiał popędzić ostro w lewo, straciłem go z oczu. Trzeba sprawdzić cały teren łąki, poszukać w młodniku. Obszedłem ten rewir, przedarłem się i to kilkakrotnie przez młodnik, wkroczyłem do lasu. Zrobiło się całkowicie ciemno, jak u murzyna w kieszeni. Trudno, trzeba prosić kolegów myśliwych o pomoc. Tych, co mają w domu psy myśliwskie. Przed wyjazdem do sanatorium, gdy strzeliłem byka, też dzwoniłem po pomoc. Z początku wydzwaniałem bezskutecznie, bez rezultatu. Dopiero łowczy wybawił mnie z narastającego problemu. Po jego telefonie przyjechał jeden z kolegów z psem myśliwskim i w krótkiej chwili pies podjął trop po farbie, odnajdując w pobliżu martwego byka. Dziś muszę scenariusz powtórzyć, oby szczęśliwie!

Zaczęło się „zabawnie”, myśliwi ubawili mnie, każdy na swój sposób: -Przyjechałbym bez problemu, ale mój pies chodzi tylko za tropem dzika. Drugi z kolegów rzekł: -Za dnia, to owszem, ale w nocy, byk może mi pupilka pokaleczyć! Trzeci ubawił mnie po same pachy i pomimo, ze byłem wściekły, jak osa, to śmiałem się do rozpuku. Odpowiedział mi, że już śpi, zresztą i jego pupil również. Była dopiero dwudziesta godzina, więc się dopytałem: -Czy razem już śpicie? Odpowiedział mi świadomie, a może zmieszany, skłamał: -Tak. Prawdopodobnie ludzie, a wśród nich myśliwi dzielą się na tych, którzy pozwalają swoim pupilom wskakiwać do łóżka oraz tych, którzy się do tego nie przyznają. Spanie w łóżku z psem, a jeszcze gorzej z kotem, to poroniony pomysł. Przed wyjściem na polowanie wyczytałem, że amerykańscy naukowcy udowodnili, że to niezbyt zdrowy zwyczaj, gdyż oprócz problemów ze snem pojawiają się alergie oraz kłopoty z chorobami odzwierzęcymi. Przebadali oni 300 posiadaczy zwierząt, połowa przyznała się do spania ze swoim futrzakami. Badania wykazały, że 64 % osób, które regularnie dzieliło łóżko z pupilem, osiągnęło mierne wyniki w medycznym teście jakości snu.

Natomiast moja daleka, samotna kuzynka, która ma w domu zwierzyniec, twierdzi, że jej nadmierna ilość kotów i psów ma pozytywne strony. Bliski kontakt z ulubieńcami redukuje jej poziom stresu i zwiększa poczucie bezpieczeństwa, pomagając w zaśnięciu. -Spanie z pupilami obniża mi ciśnienie krwi, a także reguluje mój poziom cholesterolu - twierdzi, śmiejąc się moja kuzynka, zresztą emerytowana, dyplomowana pielęgniarka.

Mi przeszedł śmiech, zostały realia i w zanadrzu jeszcze trzy telefony, do trzech kolegów z psami. Do dwóch jeszcze w swoim życiu nie telefonowałem. Jeden ostatnio mi odpowiedział, że jego pies może być pieszczony, a nie po nocach goniony. Zadzwoniłem do pierwszego Andrzeja i spotkało mnie miłe zaskoczenie: -Nie ma problemu! Przyjadę za piętnaście minut. Jego pies podjął trop i pobiegł nie w tym kierunku, co ja szukałem. Za moment Andrzej zawołał: -Chodź tu, leży! Niedaleko, naprzeciw młodnika z trawy wystawały groty poroża i ciemna masa tuszy byka. Tak, to ten sam, tylko, że dwunastak regularny, obustronnie koronny. Lewy „oczniak” miał złamany, ale róże i całe uperlenie super.

Ku własnemu zdziwieniu, nic z początku nie mówiłem, dopiero za moment zakląłem szpetnie, może gorzej od tych, co piją piwo pod moim sklepem, na rogu ulicy. Sam nie wiem, czy to był przypływ gniewu, czy radości z odnalezienia postrzałka? Czy to było zdziwienie czy rozładowanie emocji? -Popatrz Andrzej, parę metrów dalej, w tym młodniku chodziłem i szukałem byka, gdybym przeszedł dalej, to bym potknął się o jego poroże. Jednak noc zmienia świat.

Następnym razem, kolejne opowiadanie.

 


Powered by Meteoryt