• Zadzwoń do nas:
  • 606 472 470


Z I E L O N E P I Ę K N O

Piątek, 2016-07-29 16:53:47

Piątek 29.07.2016 r. No więc z własnej woli, w zgodzie pożegnałem się z Tygodnikiem Szczytno. W dniu 16 czerwca 2016 r. w numerze 24 został zamieszczony mój ostatni artykuł, 274 w kolejności z cyklu „Tropem zwierząt i myśliwych”. Uważam, że wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Nie ma rzeczy wiecznych, wszystko z biegiem lat musi się zakończyć. Lata świetności mijają bezpowrotnie. Dostaję coraz rzadziej maile, dlaczego nie ma moich artykułów w TS: -Więc odpowiadam: -Bo pisałem artykuły do TS, tydzień w tydzień od 2 lipca 2009 roku, to jest przez 7 lat. W każdej chwili mogłem się znudzić, a ponadto osiągnąłem w swoim temacie szczyty, zdobywając najwyższe osiągniecie, to jest pierwsze miejsce w Polsce. Teraz już miałbym z górki i mógłbym zwalić się na twarz. Ponadto czas i jeszcze raz czas. Aktualnie piszę artykuły do Myśliwca Warmińsko- Mazurskiego oraz do Zachodniego Poradnika Łowieckiego tj. kwartalnika Wojewódzkiego Sejmiku Łowieckiego w Poznaniu. Ponadto jestem w trakcie rozmów z Łowcem Polskim w Warszawie, ale z nimi, to sprawa skomplikowana. Musicie wiedzieć, że jestem członkiem K. Ł „Ryś” Dźwierzuty i pierwszoplanowym obowiązkiem jest dla mnie prowadzenie kroniki w tym kole.

 

HUMOR: Na polowaniu dewizowym, diabeł spotkał w lesie trzech zagubionych myśliwych: Polaka, Duńczyka i Niemca. Obiecał im, że wskażę drogę powrotu, jeżeli każdy z nich przyniesie kwitnącą leśną roślinkę. Polak przyniósł sasankę, Duńczyk przyniósł oset z ładnymi kwitnącymi na nim kwiatami, a Niemiec gdzieś przepadł. Diabeł nie czekając kazał im zjeść przyniesione roślinki w całości. Polak zjadł bez problemu, Duńczyk natomiast je, płacze i śmieje się jednocześnie. –Dlaczego się śmiejesz? –pyta diabeł. –Bo Niemiec idzie z bukietem dzikich róż !!!

Z I E L O N E P I Ę K N O

Lubię słuchać myśliwskich opowieści a zwłaszcza wtedy, gdy robi to urodzony gawędziarz, a z mimiki jego twarzy i gestów rąk bije jeszcze dodatkowa emocja. Lubię oglądać obrazy o tematyce łowieckiej a zwłaszcza wtedy, gdy mogę wniknąć w głąb przyrody i wspólnie z autorem podpatrywać zwierzęta, z którymi mogę współzawodniczyć w chytrości ruchów i instynkcie przetrwania. Nie lubię samemu opowiadać o myślistwie, gdy wśród słuchaczy znajdzie się nawet jedna osoba „wrogo” nastawiona do wszystkiego, co w lesie i w zielonych mundurach tam chadza. Kilka lat temu, w upalne lato, wywołano mnie do tablicy, jako jedynego myśliwego z grupy malarzy. A było to na spotkaniu towarzyskim z władzami gminy Świętajno. Opowiadałam o jednym z ceremoniałów łowieckich, wręczaniu złomu, tj. krótkiej gałązki z drzewa, przy którym padło zwierze. Wszyscy wsłuchiwali się jak zauroczeni, tylko Niemka (polskiego pochodzenia), co raz mi przerywała wstawiając swoje niestosowne uwagi, że myślistwo, to procedura nie humanitarna, że łowiectwo, to mordowanie itd. W pewnym momencie przerwałem jej uwagi i zapytałem się szybko, czy lubi dziczyznę? – O tak, bardzo! – odpowiedziała mi i zebranym. Kontynuując swoje pytania, rzekłem: -Czy wie skąd pochodzi dziczyzna? I przy jej milczeniu, głośno odpowiedziałem: -Ze stoiska mięsnego, w Niemieckim Kauflandzie! –A dobre mleko do popicia? –Z niemieckich kartoników. Ogólny śmiech i wesołość, ostudził jej dalszą krytykę, już więcej mi nie przerywała, słuchając w ciszy i spokoju. A ja snułem swą myśl, że nikt w zasadzie nie wie, z jakiego okresu pochodzi obyczaj myśliwski, wręczania złomu. Kiedy i w jakich okolicznościach szczęśliwy strzelec w odruchu emocji, po zdobyciu być może niezwykłego trofeum, zerwał gałązkę z rosnącego nieopodal drzewka, którą ozdobił powalonego zwierza?.... Wśród polskich myśliwych zwyczaj wręczania złomu pojawił się najprawdopodobniej pod koniec XIX wieku. Przypuszcza się, że podobnie jak kult trofeum, wywodzi się on z charakteru Polaków przywiązujących niebywałą wagę, jak żaden inny naród, do wszystkiego rodzaju symboli. Kult trofeum powstał, jako wymierny symbol szacunku dla zwierza, złom zaś jako symbol rycerskiego gestu wobec ubitego zwierza z jednej, a wyróżnienie dla myśliwego z drugiej strony. Pomijam wcześniejsze dywagacje Niemki, pozostał nam w spadku po przodkach ten miły, sympatyczny, chętnie stosowany i najbardziej chyba popularny myśliwski zwyczaj. I nie ma, prawdopodobnie drugiego myśliwego, którego nie cieszy dekoracja gałązką złomu. Fakt faktem, dekoracja dekoracją, trofea myśliwskie też są bardzo cenne, ale przekonałem się, że u naszych myśliwych coraz częściej zdobią ściany również wartościowe obrazy o scenach łowieckich. Do początków XIX wieku mieliśmy w Polsce niewiele dzieł o tej tematyce, konkretnie z myślistwem związanych. Ale nastał i to momentalnie płodny okres. Pierwszym malarzem, który w tym okresie zainteresował się łowiectwem, był Juliusz Kossak (1824 – 1899). Jego motywy, to akwarela: myśliwi na koniach, charty, sokoły. Franciszek Kostrzewski, znakomity ilustrator czasopism warszawskich, twórca niezliczonych rysunków satyrycznych. Poświęcił myślistwu wiele swoich prac. Józef Brant, batalista, przedstawiciel szkoły monachijskiej, w późniejszych latach swojego życia stworzył wiele arcydzieł o tematyce łowieckiej. Józef Chełmoński, malarz rozległych przestrzeni polskich i ukraińskich. Namalował wiele wzbudzających zachwyt dzieł. Jego „Kuropatwy na śniegu”, „Żurawie”, „Zjazd na polowanie”, to obrazy do dziś podziwiane. Maksymilian Gierymski, żył zaledwie 28 lat, a dał się poznać, jako wspaniały pejzażysta – a jednocześnie odtwarzał sceny myśliwskie. Alfred Wierusz Kowalski, wybitny uczeń Brandta, kojarzony zwykle z zimowymi pejzażami i wilkami. Ale wg mojego zdania i nie tylko, najwybitniejszym twórcą, który poświęcił się tematyce łowieckiej, był niewątpliwie Julian Fałat. Dzięki niemu, obecnie , jak w tamtych czasach przebiegała atmosfera wielkich łowów. Oddawał ich przebieg i urok z niezwykłą maestrią. Za swój wspaniały obraz „Powrót z polowania na niedźwiedzia” dostał w 1893 roku w Wiedniu złoty medal. Dla każdego myśliwego, wszystkie obrazy Juliana Fałata zasługują na złote medale. Nastąpił XX i XXI wiek i długa lista doskonałych malarzy, których nie sposób w tym moim krótkim felietonie wymienić, aby kogoś nie pominąć. Ale to już oddzielny temat na inne opowiadanie. Niejednokrotnie goszcząc u kolegów myśliwych, serce mi się raduje, gdy przy wszelkiego rodzaju porożach, skórach, szablach i fajkach, widzę na honorowych miejscach – obrazy o tematyce łowieckiej. I muszę przyznać, że wielokrotnie spotykam i cenne malowidła, których nie zawstydziłaby się słynna galeria a może i Warszawskie Muzeum Narodowe, nie wspominając o Muzeum w Uzarzewie k/Poznania, gdzie jest bardzo bogaty dział łowiecki. Muszę się przyznać, a faktycznie sam pochwalić, że od kilkunastu lat maluję obrazy, również o tematyce myśliwskiej. Gotowe, oprawione prace rozdaje za darmo kolegom i znajomym, gdyż przynosi mi, to satysfakcje i zadowolenie. Na jednym z ostatnich plenerów, jeden z profesjonalnych malarzy rzekł mi, że przecież mógłbym nieźle zarabiać, bo po to się przecież maluje. Odpowiedziałem mu, że biedny nie jestem, a być u kogoś na stałe gościem w domu, to też wielka frajda! I jeszcze opowiedziałem mu żart, jak dwóch malarzy, w tym jeden z nich myśliwy, wybrali się do lasu, malować jego piękno przy zachodzącym słońcu. Stanęli na łące, jeden z nich (nie myśliwy), długo patrzył przez lornetkę w stronę lasu, po czym rzekł: -Do tego boru mamy jeszcze bardzo daleko, nie zdążymy przed zachodem słońca. –Będzie bliżej, jeżeli odwrócisz lornetkę .

A teraz popatrzcie na mój, jeden z wielu obrazów olejnych, który gdzieś tam zdobi u kogoś ścianę - i oto chodzi! Stworzyłem go na plenerze malarskim w Spychowie w 2015 roku.

 

 

 

 


Powered by Meteoryt